24 czerwca 2011


Nareszcie nastały moje dawno upragnione wakacje, podczas których odpocznę od szkoły i całego tego zamieszania. Poskilluję w rysowaniu, pojeżdżę po konwentach, spotkam się ze znajomymi, których od dłuższego czasu nie widziałam. Ogólnie rzecz biorąc wybyczę sie za całe te dziesięć miesięcy. Przynajmniej tak miałam w planach. Moja natura "życia z dnia na dzień" przeistoczyła się ostatnio w wyścig ambicji. Przede mną przepiękne dwa miesiące wolnego, a ja już myślę o wrześniu, a mianowicie o kursie i przedewszystkim konkursie w Brnie oraz o wyjeździe z Młodą Polską Filharmonią. Co do ostatniego w ogóle się nie martwię (no może o dojazd troszkę...). Natomiast konkurs w Brnie... uh. Raz - nauczyciel nastraszył mnie, że mój utwór, który mam tam zagrać jest straaasznie trudny (w wersji drunk 'zajebiście kurwa trudny, panie'), ale przecież ja dam radę wg niego. Dwa - ta okropna konkurencja na horyzoncie... Mam nadzieję, że przynajmniej towarzystwo mi wynagrodzi ten stres. Wiem, jestem jebnięta, dałabym sobie spokój, są wakacje. Ale nie. Kontrabas będę miała w domu dopiero w poniedziałek (jak dobrze pójdzie), a ja już dostaję nerwicy. Ale przynajmniej mam takiego kopa motywacji, jak stąd do Berlina.
A nawiązując do tego przepięknego miasta, w którym mam nadzieję spędzę resztę życia, ściągam sobie właśnie program do nauki języka niemieckiego. Tak, jestem jebnięta na amen.
Jak widać moje ambicje nie kończą się, jak u poniektórych, na codziennych imprezach i piciu. Codziennych - słowo klucz. Bo nie mówię kurwa, że nie. I nie czepiam się byle czego, tylko konkretnej osoby, która ostatnio wyprowadziła mnie swoim ociekającym lansem i rzekomo zajebistością stwierdzeniem z równowagi. Pozdrawiam jej szare komórki i wątrobę za 20 lat.
Z kasą u mnie też kiepsko. Ostatnio dałam ponieść się czarowi lumpeksu i Agory i jakoś nawet nie zauważyłam, kiedy przez ręce przeleciały mi moje oszczędności zachowane na konwent m&a Balcon 2011. Ale i tak już zapłaciłam za wejściówkę. Mam nadzieję, że w lipcu dostanę kieszonkowe od dziadka :<. Wpłaciłam też w końcu te symboliczne 3zł na konto na Szafa.pl. Może mi się uda posprzedawać kilka moich ciuchów, w których praktycznie nie chodzę. Bo w innym razie zginę marnie w tym Świerklańcu. 
A zginę na pewno, jeżeli na kursy muzyczne w Głuchołazach nie zgłosi się minimum 6 kontrabasistów. Zrobiłam, co mogłam, żeby ktoś się tym zainteresował. Teraz tylko cicho czekać z nadzieją, że ktoś wyśle zgloszenie. Bo jak nie, to całe wakacje przesiedzę w domu. A nie, na 2 dni wyjeżdżam do Bytomia, bo tam właśnie odbywa się Balcon 2011. Szał.
Poza moją ambicją, pieniędzmi i wyjazdami zamartwiam się również moimi uczuciami. Nawet się rymuje. Ach, och. Dwóch takich zaśmieca moje maleńkie serduszko. O dwóch za dużo. Śnią mi się po nocach, jeden z drugim na przemian, a ja budzę się w środku nocy z potem na czole. Ok, przesadzam. Ale jak tak dalej pójdzie, to w końcu się porzygam. 

I tak moją największą obecnie miłością jest Chopin


5 komentarzy:

  1. hmm a co to za streszczenie książki bo nie kojarzę xD ?

    OdpowiedzUsuń
  2. http://magicznypedzel.blogspot.com/2011/07/konkurs-fotograficzny.html#comments

    Zapraszam na konkurs fotograficzny, jeśli możesz to roześlij dalej (;

    OdpowiedzUsuń
  3. fajny blog.
    pozdrawiam , zapraszam do mnie. ;)

    OdpowiedzUsuń