18 maja 2011


Wydawać by się mogło, że bardzo dobrze sobie żyję. Był kryzys, niczym w polskich komediach romantycznych, ale z niego wybrnęłam wieńcząc wszystko sukcesem. Tę uroczą alegorię wymyślił mój brat. Natomiast ja i mój ukochany cykl miesiączkowy wszystko psuje (oficjalnie to faceci są wszystkiemu winni, ale ciiii): jestem brzydka, nikt mnie nie kocha, nie mam pieniędzy, znowu kupiłam spodnie, które pod wpływem światła zmieniają kolor, wydaję całą kasę na słodycze, mam w dupie naukę, chcę się do kogoś przytulić, a całość wieńczy ogromny ignor ze strony Księcia z Bajki, którego zdjęć się naoglądałam i znowu zaczęłam tęsknić za tą paskudną japą. Nikt mnie nie potrafi pocieszyć. No i jestem beznadziejnie głupia, bo dałam się zwieść jakże uroczej gadce-szmatce. Już nigdy w życiu nie będę się do kogoś pchać z uśmiechem na twarzy, bo potem otrzymuję plaskacze w mój biedny dzióbek.

Ok, koniec narzekania. Świat będzie piękny za jakieś 2 tygodnie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz